|
|
|
|
|
|
|
|
jak Ikar
kuszona chwilą lotu
tańczę z wiatrem
jak Ikar na skrzydłach zbyt słabych
upadam
czasem bardzo nisko
i rosną mi nowe skrzydła
moje oczy znów wodzą
słoneczne promienie
jak słodko wrócić
Ikar nie maił tyle szczęścia
koronkowe brzegi Luciąży
nie potrzebny mi szum morza
by zagłuszyć tęsknoty
koronkowe brzegi Luciąży
znają wszystkie moje sekrety
przychodzę tu gasić pożar serca
mam swój tajemny szlak
za srebrną pajęczyną
za szeptem słowika
nad brzegami Luciąży
koło zatacza czas
w cieniu drzew tylko ja
i zatrzymany w biegu wiatr
przedwiośnie w Przygłowie
jeszcze w ramionach trzyma wiatr
złotą nić babiego lata
jeszcze zimowe śniegi skrzą się na polach
a już ze snu zbudzić się czas
widziałam pierwsze bociany
na rodzinnych łąkach
i pierwszą zieleń
odradzających się traw
bajki
bezsenne noce zmuszają do myślenia
nocami rozkwita me serce z kamienia
zamykam okno mojej duszy
wiatr kołysze dnia krzyki
bezpowrotnie mierzę czas
dni wspólnie przemilczanych
i tylko jedna melodia
wpisała się w moją pamięć
są bajki żeby w nie wierzyć...
a ja wierzę tylko sobie przecież
noc wygasza światła w całym mieście
pusty dom straszny już się nie wydaje
nadzieja bez nadziei nie dusi
nie przygniata...
na niebie nie ma gwiazd
uszy ścian słuchają okruchów naszych szeptów
są bajki żeby w nie wierzyć...
moje piosenki
moje łzy wsiąkły w twój rękaw
moje oczy zabrały ci dech
moje serce dziś bije od święta
moja miłość to dziś przecież grzech
moje usta a na nich prawdy udręka
moje ciało na wszystko przynęta
moje piosenki – czy ktoś je jeszcze pamięta
moje piosenki nie były przecież złe
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|